Witamy..

Jak się mata szanowne ludzie i ludziska? Święta za pasem, nastrój
powinien już się zmieniać na bardziej uroczysty. W domach już powinno pachnieć fornitem.
No i dobrze. Tylko w serduszkach naszych niepokój. Jak to będzie dalej? Co nas czeka
w następnym roku? Następne niespełnione reformy. Przychodzi stara Maciejowa do chałupy
i gada do chłopa - Teraz to dzięki reformie widać postępy w medycynie. Dawni do
badania to się musiałam rozbierać a tera wystarczy jak lekarzowi pokaże język. Wszędzie
kochani nas straszą. A najbardzi to kryzysem. Tylko się pytam, czym tu straszyć,
jak człowiek całe życie w kryzysie? A to nie ma pieniędzy, a to samochód nie chce
jechać, a to zdrowie szwankuje, a to żona się nadyma. Jednym słowem- katastrofa.
Nawet Zdzichowi Kulewiakowi, najbogatszemu we wsi, w nerwach się wyrwało – Ten pieruński
kryzys to gorszy jak rozwód, pół majątku straciłem a żona została. Ponoć mądre posły
umyśliły, żeby coś na święta i dla chłopa zdziałać. Ma wejść taka ustawa, że będzie
można na swoje potrzeby troszke bimbru upędzić legalnie. Tylko gdzie te pieruny
były, jak wódke się na kartki kupowało, albo u babci Gieni, z narzutem? Wtedy sobie
poradziłem, to i tera bez łaski. A…. i jeszcze „maryśki ‘’mogę mieć niewielką ilość
na swoje potrzeby. Ja tam mam całą Zośkę i mogę używać, kiedy chcę, tylko, co z
tego, kiedy siły nie te. Stary Walasik, wydawałoby się, taki gieroj na baby, do
lekarza poszedł się poradzić. - Panie doktorze, ponoć mleczko pszczele jest dobre
na niemoc płciową. Może i tak – odrzekł doktor – Po spożyciu to pan jeszcze może
pobrzęczy, ale użądlić to pan już nie da rady. No i tak dochodzimy do życzeń świątecznych.
Wnusia, kładąc się spać, mówi do dziadka - Tak bym chciała, kiedy się obudzę, mieć
przy sobie śliczną jasnowłosą laleczkę. - Ja też, ja też… - wzdycha dziadek. Ja
wam wszystkim życze spokoju na te święta, śniegu,bystrych wnuczków, mądrych dzieci,
słoneczka wesołego i pamiętajta, że tylko troje dzieci i więcej, przyspiesza waszą
emeryturę, drogie kobiety – więc…. do roboty! P.S. A życie - jak powiedział jeden
mądry filozof – Jest jak papier toaletowy; długie i do dupy.
Witejta kochane ludziska. No i mamy jesień. Na dworze szaro i smutno.
Ludzie się martwią, co to będzie dalej; czy będzie, za co żyć i jak długo? Ważne,
że już po wyborach i ci, co się mają z czego, to się cieszą, ci co nie wygrali –
to się nie cieszą. Mówią tylko, że są zadowoleni z uzyskanych wyników. Stary Maćkowiak
tak się pomylił, że zagłosował nie na te liste co chciał i powiedział, że już po
pijanemu nigdy nie pójdzie na głosowanie. Jego baba się wkurzyła, przyrzekła, że
go zabije i nekrolog mu w gazecie zamieściła. Jak przeczytał, zaraz zadzwonił do
kolegi, z którym razem pili przed wyborami i pyta- Halo! Kazik, czytałeś mój nekrolog
w gazecie?- Tak-odpowiada wystraszony kolega-, Ale skąd ty właściwie dzwonisz? Franek
Kocimba znowu się zbuntował na nowoczesne państwo. Ma jechać do sejmu i nawrzucać
Palikotowi, co o nim myśli. Od czasu jak jego Maryśka ni ma roboty i przed telewizorem
siedzi – to całkim zgłupiała. Za chłopa się przebiera, bo tak się lepiej czuje-
mówi.- Chłopu to bardziej przystoi wypić, zakląć i zapalić. A i robotą facet się
tak nie przejmuje jak niewiasta. Jak to mówią na głupote nie ma lekarstwa. To jest
tak samo, jak w szkole nauczyciel się pyta ucznia- Powiedz, czy dalej od nas są
położone Chiny czy księżyc?- Myślę, proszę pana, że Chiny, bo księżyc już widziałem
nieraz, a Chin jeszcze nigdy. Wszystkim nauczycielom z okazji ich święta składam
najlepsze życzenia, żeby mieli siłę do tych małych nicponi, żeby się ich nie bali,
no i żeby rodzice też wam- nauczycielom pomagali wychowywać własne dzieci. Może
nie tak do końca, jak to zrobił ojciec małego Jasia. -Tato zaprowadź mnie do cyrku,
przecież obiecałeś! -Nie mam dziś czasu -Ale podobno pokazują ciekawy numer; naga
kobieta jeździ na tygrysie. -No, może pójdziemy. Twój tatuś już dawno nie widział
tygrysa. No to trzymajta się i do zobaczenia.
Jak się mata kochane ludziska. Patrzejta
jak ten czas zaiwania. Dopiro było lato a tu już po dożynkach. Nawet stary Kulawiak
już po dożynkach wrócił do chałupy. Co prawda, jeszcze pachniał chlebem dożynkowym,
ale wrócił- szybci niż dwa lata temu. Wtedy go przywieźli karetką. Takie to czasy.
Człowiek się cieszy i końca radości znaleźć nie potrafi. Niedawno nas władza państwowa
uradowała, ze niby będziemy mogli za darmo cały świat oglądać w Internecie szerokopasmowym.
Tylko trza go założyć. Ale żeby go założyć, trza mieć doświadczenie w zakładaniu,
bo inaczej pieniędzy się nie dostanie z Unii. To jest podobnie jak z Felkiem Skibą,
który powiedział, że się nie ożeni, bo nie ma doświadczenia w tej materii. Tylko,
że jemu przyszła teściowa dość szybko wytłumaczyła ręcznie różnice miedzy Unią Europejską
a jego ” unią rodzinną”. Świat kochani pędzi do przodu. Stare się kończy, zaczyna
nowe. Znowu będziemy wybierać tych, co o nasze interesy niby mają dbać w parlamencie.
Jeden taki to do sołtysa w Rękoraju mówi; - Sołtysie, jak na mnie będzieta głosować,
to wam nowy most pobudujemy. Bardzo dziękuje- odpowiada sołtys- tylko, że u nas
nie ma rzeki -. Nic dodać nic ująć. Ja to tylko o emeryturę się martwie, bo wnusie
coraz większe i nie dadzą się przekonać, że dziadka stać tylko na lizaka. A i człowiek
na starość też by gdzieś pojechał pozwiedzać choćby szlakiem zapomnianych knajpek.
Tak bym chciał na stare lata
Czuć się jeszcze w miarę młodo
W jednym ręku szklanka z mlekiem
W drugim za to whisky z wodą
Żeby nimfy, wodne panny
W śnie drapały mnie pod brodą
Żebym sam mógł wyleźć z wanny
Bo nie wszyscy wtedy mogą
Jakbym dłoń chciał jakiejś pannie
Tak z szacunkiem ucałować
To, kiedy się w przód pochyle
Żebym mógł się wyprostować
Tak bym chciał na stare lata
By zagrała mi muzyka
Lecz nie marsza żałobnego
Tylko tango lub walczyka
A ja wtedy w euforii
W samym centrum tych wydarzeń
Wzrok skupiony, dłoń przy dłoni
Siedziałbym i sobie marzył…
No to trzymajta się kochane i do usłyszenia. Jeszcze na koniec pozdrawiam wszyćkich z za granicy a w szczególności z Kanady, życze dużo zdrowia i wracejta do nas. Może będzie lepiej.
Jak się mata kochane ludziska. Jakoś się
udało z tymi żniwami. Ale na przyszłość trza wymyślić nowe kombajny, żeby zamiast
kół miały gąsienice- jak w czołgu. Może się nie potopią. Ile to męki musi przejść
taki rolnik, żeby miastowy mógł jeść chlebek, a i tak cie będzie obrażać. Ale za
pasem dożynki, nie można się denerwować. Trzeba się cieszyć, żeśmy doczekali w zdrowiu
i przy jakiej takiej kasie. Tylko trzeba uważać i nie przeholować. Szwagier przychodzi
do domu, w stanie nieważkości. Żona go pyta- Gdzie byłeś?, a on na to, że na dożynkach
–W styczniu?-Byłem na dożynkach. Taka jest moja wersja i będę się jej trzymał. Co
prawda dostał w pysk, aż zagrzmiało, ale zeznań nie zmienił. Szwagier to jest w
sumie porządny chłop. Kiedyś mi się chwalił, że spędził wspaniały wieczór. Był z
żoną w restauracji, a tam mieli taką znakomitą orkiestrę, że nie słyszał nic z tego,
co Zośka do niego mówiła. Zresztą kiedyś go wyrzucili z restauracji, jak się zwrócił
z prośbą do kelnera, żeby ten mu podał przepis na sos, którym były polane ziemniaki.
– Tak panu smakował?- Pyta kelner. Nie- odpowiada szwagier- po prostu szukam dobrego
kleju do tapet. Ale żarty żartami, mówiąc poważnie- coraz trudniej idzie nam zdobywanie
„chleba naszego powszedniego”. A to przez to, ze go nie szanujemy. Za młodu, jak
mi upadł chleb na podłoge, to musiałem go podnieść i pocałować. Teraz sam widziałem
jak chleb nadziewają na widelec, jakby nie można było go wziąć, po Bożemu, normalnie.
Szanujmy kochani to, co nam daje Matka Ziemia, szanujmy rolnika, pokłońmy mu się
nisko. Niech wie, że doceniamy jego ciężką prace. A w te dożynki niech sobie odpocznie,
a nawet jak jednego walnie za zdrowie to niech mu będzie, a jak mnie poczęstuję,
to przecie nie odmówie.
Jak się mata kochane, drogie czytelniczki
tudzież i wy czytelniki. Witam was w kolejny, urokliwy dzień tegorocznego lata.
Oj, dało nam popalić nieżle a i zapowiada się nieciekawie. Moja Zośka przepowiad,
że pogody nie będzie, bo ludzie się nie szanują i Pan Bóg się na nas pogniwał. Chociaż
z drugi strony, to jak nieraz wracam lekko podchmielony, powtarzam- lekko, z gospody,
to tez zachodzi zjawisko pogodowe zwane burzą i to z piorunami. A to tylko moja Zośka. Ponoć, że się opłaca na lato wyjechać za granicę, do ciepłych krajów, że
niby te same piniędze, co u nas a jest gwarancja dobrej pogody. Stary Jamrozek skorzystał
z oferty biura podróży i pojechał do Turcji. Ludzie, jak on się chwalił przed wyjazdem,
że będzie społ w hotelu z czterema gwiazdkami. Moim zdaniem, to on ze swoimi wrzodami,
nie dałby rady spać ze szczotką do zamiatania a co tu mówic- z gwiazdką. Zresztą,
ponoć tych letników mieszkało w hotelu blisko osiemset a powinno- czterysta. Dlatego
Jamrozek przyjechał taki cienki jak patyk, musieli ich jakoś przecież poupychać.
No i czasu nie było na jedzenie. Jak się tyle ludu ustawiło w kolejce na stołówce,
to te pierwsze wczasowice jadły kolacje, a te dalsze dopiro kończyły śniadanie.
No i choroby nerek się nabawił. Nie ma się czemu dziwić-jedna toaleta na cały korytarz.
Mogły chociaż, Turki jedne, toj toje u nas zamówić. Jak wrócieł, to mówi do mnie-
sołtysie, już mnie nikt nie namówi więcej na żodne zagraniczne wojaże. Tu jest moje
miejsce i pokazał na wielki napis nad ulicą „Piwo z nalewaka – 3, 50zł”. Mimo tego
wszystkiego i zbliżających się wyborów, życzę abyście się nie denerwowali i pamiętali,
że chłop potęgą jest i basta. Na koniec zadebiutuje, jako poeta gromadzki.
Wasz sołtys Tolek Gałązka
Wakacje szalone wakacje
Kto nie jedzie ten ma racje
Bo się trzyma należycie
I pieniądze ma na życie
To jest przecież trudny krok
By oszczędzać cały rok
Aby potem dwa tygodnie
Żyć godziwie i wygodnie.
Potem znowu jak w kieracie
Pracujecie, zapiep…….
By za rok o zwykłej porze
Zameldować się nad morzem.







